Powiało optymizmem. Świeże myślenie, umiejętność spojrzenia w przyszłość i otwartość, tak można by ocenić postawę ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego, który w Fundacji Batorego w ostanim dniu stycznia br. spotkał się z przedstawicielami najważniejszych polskich instytucji kultury, aby przedstawić swoje założenia do polityki kulturalnej.

Fundamentem strategii ma być edukacja dzieci i młodzieży, która przygotuje młode pokolenie do uczestnictwa w życiu kulturalnym.
Jeśli tylko taka polityka kulturalna byłaby realizowana konsekwentnie, ale i wykonana byłaby praca u podstaw, możemy śmiało patrzeć w przyszłość.

Minister Zdrojewski zapewnił, że będzie utrzymywał równowagę pomiędzy wydatkami na ochronę dziedzictwa kulturowego a finansowaniem sztuki współczesnej.
Za swój obowiązek uznał wspieranie eksperymentalnego teatru, filmu i plastyki. Chce, aby wybitni polscy artyści mieli swój warsztat pracy w Polsce. Podkreślał, że chce uwrażliwić polityków i samorządowców, aby nie ingerowali w działalność artystów, a ustawy o ochronie praw autorskich i teatrach zostaną zmodyfikowane, jak podaje Gazeta Wyborcza w artykule Romana Pawłowskiego “Pieniądze na dziś”.

Koniec polityki historycznej może być zapowiedzią wypłynięcia Polski na szerokie wody współczesnej kultury światowej tzn. być lepiej rozumianą we współczesnym świecie. Wiązać się to może również z promocją kraju i może być przyczynkiem do wzrostu gospodarczego.

Założenia polityki kulturalnej ministra Zdrojewskiego nastrajają mnie pozytywnie. Mam nadzieję na dobre lata dla ambitnej, polskiej sztuki. Na nic jednak się zda nawet najlepsza strategia i ustawy, jeśli same instytucje kultury nie będą potrafiły wykorzystać tej szansy, jeśli zabraknie tam ambitnych i odważnych managerów kultury, doświadczonych managerów w ogóle.

Dariusz Szulc

Robotnik z piórem w ręku

Przemysł filmowy i telewizyjny w Hollywood stanął w obliczu strajków scenarzystów. Powodem są zbyt niskie tantiemy, które wynoszą obecnie cztery centy od każdej sprzedanej płyty DVD. Strajkujący oczekują zapłaty dwa razy wyższej tj. osiem centów. Kością niezgody jest również udostępnianie filmów i programów telewizyjnych przez producentów w nowych mediach elektronicznych.

Pisanie scenariuszy to praca twórcza, wymagająca pomysłowości, ale przemysł audiowizualny nastawiony na masową produkcję stał się swego rodzaju fabryką pomysłów. Proste scenariusze, aby masy odbiorców, często z całego świata nie miały problemów z ich rozumieniem sprowadził zawód scenarzysty do roli robotnika wytwarzającego kolejny produkt medialny, mniej lub bardziej zestandaryzowany. Społeczeństwo informacyjne oczekuje nowych towarów medialnych.

Scenarzyści, chyba nie zorientowali się jeszcze, że są tylko małym trybikiem w całej maszynie.  W epoce, która uczy nas dystansu, gry i zabawy - scenarzyści są po prostu robotnikami z piórami w rękach.

Aktorzy, solidaryzując się ze scenarzystami zbojkotowali galę wręczenia Złotych Globów, ale bojkot ceremonii wręczenia Oscarów, to byłoby już za dużo, i dobrze, bo świat (ale nie odbiorcy polskiej telewizji publicznej, bo ta ma inne pomysły programowe na ten wieczór - bardziej masowe) zobaczy zdobywców Oscarów za filmy nie anglojęzyczne - może za film Andrzeja Wajdy “Katyń”.

Zarządy takich potentatów jak CBS, NBC, Universal, Paramount Pictures czy Metro-Goldwyn-Mayer nie martwią się pogorszonymi wynikami swoich spółek, ale zagrożeniem dla całej branży. Poza kontynentem północnoamerykańskim czeka juz być może tańsza siła robocza, która chwyci za pióra w Azji czy Europie Wschodniej. I kto będzie miał rację w sporze scenarzystów z producentami? Żyjemy w globalnej wiosce, a na “metkach” scenariuszy może już niedługo będzie widniał napis “Made in China”, jak na płótnach, będących podróbką dzieł wielkich mistrzów malarstwa europejskiego. Zresztą, co za różnica, starzejące się społeczeństwa krajów wysokorozwiniętych i tak nie poradzą sobie bez emigrantów z Azji, Dalekiego Wschodu i Afryki, ale to już inny problem, również problem kulturowy.

Dariusz Szulc

Partnerstwo dla sztuki

Efekem działań marketingowych jest niewidoczna gołym okiem materia, która wchodząc w interakcje z wrażeniami odbiorcy pozwala je kształtować, budując związek miedzy sobą. To sama sztuka przygotowuje oczy i uszy na nieustanny zachwyt i zdziwienie, ale (szczególnie na krajowym rynku) najpierw trzeba umieć zwrócić oczy w odpowiednim kierunku. Wywołanie potrzeby obcowania z przedmiotami, które mają szczególny design lub o wartość artystycznej czy kolekcjonerskiej jest potrzebą ducha (emocji), wreszcie może być dobrą lokatą. Charakterystyczny, oryginalny design, podobnie jak miejsce prezentowania prac artystów - galeria, może stać się marką samą w sobie.

Kreatywna praca twórcy, a z drugiej strony organizowanie sprzedaży i budowanie marki to za wiele na jedną osobę - najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia biznesu są partnerstwa, gdzie osobowości się uzupełniają, a światy wówczas mogą się przenikać. Dzięki różnym doświadczeniom możliwe jest tu bardziej krytyczne i jakby z dystansu spojrzenie.

Przypomina mi się teraz pewna historia z opowieści Zbigniewa Herberta pt. “Labirynt nad morzem”. Przedstawił tam Herbert historię odkrycia pałacu w Knossos przynależacego do kultury minojskiej. Odkrywcą był archeolog Arthur Evans. To wspaniałe odkrycie pozostawało przez 30 lat jego prywatną pasją i własnością. Sławy nie chciał dzielić z nikim, więc i odpowiedzialność za kształt pałacu spadła tylko na niego. Bezsporna jednak zasługą Evans’a było nie tylko zebranie ogromnego materiału, ale pierwsza wielka próba jego usystematyzowania i stworzenia chronologii starożytnej Krety. Starał się również uchwycić wszystkie współzalezności i związki odkrytej cywilizacji z historią Troi, Cyklad i Hellady. Dziełem naukowym Evans’a jest “The Palace of Minos at Knossos” - całość obejmuje sześć woluminów, przeszło trzy tysiące stron i około 2500 ilustracji. Wydawało się, że Evans powiedział wszystko, co można było powiedzieć o Knossos i kulturze minojskiej; można było przypuszczać, że po wielkim dziele odkrycia nastepcom pozostaną tylko przyczynki i połuszne repetycje tego, co napisał Sir Arthur Evans. Ale niezawsze jest tak, że ostatnie słowo należy do odkrywcy.
Poważne wątpliwości pojawiły się niedługo po jego śmierci. Poddano w wątpliwość datowanie tabliczek pokrytych pismem linearnym B, znalezionych w Knossos (na nowo postawiono wówczas pytanie: gdzie leżą źródła naszej cywilizacji i jakie ludy były jej istotnym motorem?), ale nieco później inny uczony wystąpił z hipotezą dotyczącą tego, czym w istocie był odkryty przez Evansa pałac w Knossos. Dodać wypada jeszcze, że ów uczony nie jest archeologiem, ale paleontologiem. Otóż dla tego naukowca (prof. Hans Georg Wunderlich) Knossos nie było siedzibą królów kreteńskich - jak twierdził Evans - ale miejscem śmierci, cmentarzyskiem. Powodem takich hipotez była między innymi nietrwałość materiałów z jakiego zbudowano Knossos, wielkość pomieszczeń i ich układ, pokoje bez okien oraz to, co tam znaleziono i z czym…
Trudno nie zgodzić się z opinią Wunderlich’a, choć Kreta wciąż strzeże swych tajemnic, ale często się zdaża, że specjaliści z innych dziedzin wiedzy wnoszą nowe światło do, zdawałoby się już ostatecznie rozwiązanych zagadnień, a co najmniej zachecają do płodnej dyskusji.

Dzieję się tak zapewne dlatego, że mniej są przywiązani do schematów myślowych i przyjmowania za pewnik tego, co może być jeszcze przedmiotem rozważań i wątpliwości.
Gdyby te prace prowadzone były teraz, a nie na początku XX w. projekt ten zyskałby wsparcie organizacji międzynarodowych i pomoc merytoryczną innych naukowców. Podobnie jest dzisiaj w projektach kulturalnych, które tylko zyskują na partnerstwach i wymianie doświadczeń między sztuką a biznesem.

Dariusz Szulc

Miejsce jako element marketingu-mix

Miejsce jest jednym z elementów marketingu-mix. Dla sztuki współczesnej MIEJSCE jest nie do przecenienia i tak samo ważne jak same ekspozycje w nim się znajdujące. Miejsce jest więc sztuką, produktem, tak jak medium staje się już dzisiaj przekazem.

Wielość zjawisk kulturowych i możliwości ich interpretacji nigdy wcześniej nie była tak bogata. Prace mogą ze sobą nawzajem podejmować dialog lub przeczyć sobie lub tez podejmować dialog z otoczeniem w jakim się znalazły. Sztuka współczesna wymaga więc przemyślanej przestrzeni, która będzie sprzyjała obcowaniu z nią i inspirowała do różnych interpretacji.
To w sztuce lubię najbardziej - dużo pytań i wiele możliwości odpowiedzi oraz wzajemne przenikanie się zjawisk, ale do tego potrzebuję inspirujacego miejsca.

O projekcie architektonicznym Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie mówi się przez ostatni tydzień dużo, ale brak jest jeszcze rozstrzygnięć. Rzeczywiście wybrany przez jury konkursu projekt nie zachwyca (lubię ascetyzm, ale bez przesady), a pojawiajace się łuki wewnątrz zupełnie psują wszystko.

Projekt ma w sobie jakiś potencjał, wynikający przede wszystkim z prostoty. Szybko zmieniający się świat wokół nas pozwoli zachować oryginalność budwoli na długie lata, a i nowe, zaskakujce formy sztuki lepiej jest prezentować w ascetycznej przestrzeni (pomijając te łuki wewnątrz). Na gładkiej elewacji ponadto widziałbym w przyszłości instalacje video, podobnie jak na niższych, przeszklonych kondygnacjach, które rozświetlałyby wnętrze, budowałyby klimat i przyciągały uwagę oraz budziły zainteresowanie.
Kreatywne wykorzystanie takiej bryły pozwoli jej żyć i zaskakiwać wciąż na nowo, co z marketingowego punktu widzenia ma fundamentalne znaczenie.

Osobiście wolę zwarte budowle o miękkich kształatach, jak np. w projekcie ALA Architects LTD - szkoda tylko, że na wystawie pokonkursowej nie przedstawiono rzutów wnętrz i renderingu, aby lepiej poznać tę pracę.

Jak MIEJSCE również z marketingowego punktu widzenia (a może przede wszystkim marketingowego) jest ważne, niech świadczy emocjonalna dyskucja wokół projektu.

Dariusz Szulc

Sztuka jest produktem rynkowym

Sztuka w kontekście praw rynkowych jest takim samym produktem, jak wszystko, co jest oferowane na rynku i poddaje się zasadom popytu i podaży. Sztuka konkuruje więc z innymi produktami i usługami równolegle oferowanymi na rynku, które niestety łatwiej zdobywają portfele klientów. Przyczyn tego, jest oczywiście wiele (można o nich podyskutować), ale nie należy oddawać pola bez walki. Nie deprecjonuje sztuki to, że stara się ona o swoje (zasłuzone) miejsce na rynku - a z taką oponią można się spotkać. Nie chodzi wszak o targowanie, ale o zaistnienie w świadomości potencjalnych nabywców, o wykreowanie pewnych potrzeb. Komunikacja musi oczywiście być skierowana do odpowiedniego segmentu odbiorców i właściwie zaprojektowana.

Rynek sztuki w Polsce jest płytki i rozważajac ten problem tylko w aspektach marketingowych i tylko z punktu widzenia konkretnej instytucji kultury - potrzebna jest edukacja i podejmowanie działań marketingowych, które będą pobudzały, kreowały rynek. Rozbudzenie tych potrzeb jest procesem, który wymaga sporo czasu i zaangazowania profesjonalistów.

Marketing kultury jest więc koniecznością, nie wyborem. W dłuższej perspektywie zyskają wszyscy, bo kultura jest tym, co czyni ziemię poddaną.

Dariusz Szulc

PR staje się coraz ważniejszym elementem promotion-mix, a odpowiedzialność społeczna firmy - jeśli chce być konkurencyjna - staje się ważnym elementem komunikacji z otoczeniem. Działania te, opisywane są z angielskiego, terminem Corporate Social Responsibility (CSR). W Europie CSR odnosi się do takich wartości jak ekologia, a w USA pojęcie to, mocniej jest akcentowane działalnościa filantropijną również w obszarze kultury i sztuki.

Przenikanie się tych dwóch światów - świata biznesu i świata kultury daje możliwość rozwoju obydwu. Sztuka zyskuje promotorów, sponsorów, a biznes ma możliwość pokazania się w innej perspektywie.

Na szczęście w Polsce mamy kilka dobrych przykładów. Niektóre działania były podejmowane w ramach zarządzania kryzysowego, po niefortunnych wydażeniach, powodujących osłabienie wizerunku, ale są też dobre przykłady działań planowanych, które są konsekwentnie realizowane.

Dariusz Szulc